Nie chcę za bardzo wchodzić już w historię ale do dzisiaj na kopalniach obowiązują zasady i przepisy, które kiedyś ktoś wprowadził, bo tak było wygodniej. Popatrzmy na przywileje - nie mówię, że górnikom się nie należy to co mają teraz, bo od lat są to normalne premie i dopłaty - takie jak u wszystkich innych górników na świecie. Dla mnie zastanawiający jest fakt dawania tychże przywilejów, pracownikom administracji. Rozumiem, że ktoś miał dobry pomysł aby i oni mieli lepiej i go wprowadził. Dlatego też teraz administracja (która nie różni się niczym od tej z innych firm nie górniczych) jest obdarowywana deputatem węglowym, kartkami żywieniowymi (przypominam iż należą się one za ciężki wysiłek fizyczny!), czternastką oraz barbórką. Ktoś poszedł dalej i stwierdził, że najlepiej dawać pracownikom dożywotnio węgiel w formie deputatu. Rozumiem, że kilkanaście lat temu złóż węgla w Polsce było znacznie więcej ale żeby wpaść na pomysł oddawania surowca, dzięki któremu każda kopalnia żyję, wszystkim swoim emerytowanym pracownikom - to już szczyt.
Przecież węgiel nie jest surowcem odnawialnym, a każda tona oddana byłemu (kluczowe słowo) pracownikowi, to kilkanaście milionów mniej zysku. Obecnie tylko część emerytowanych pracowników wykorzystuje węgiel w naturze (pali nim), znaczna większość pobiera swój deputat w formie gotówki. Kiedyś standardem były mieszkania z piecami opałowymi, jednak wraz z postępem, takich mieszkań jest już znacznie mniej. Należy też wspomnieć o związkach zawodowych, które też kopią ten przysłowiowy dołek dla polskiego górnictwa. Nie twierdzę, że związki są nie potrzebne - uważam, że są niezbędne - sam znalazłem się w potrzebie i pomoc w związkach znalazłem. Tylko problemem jest ich ilość. Związki zawodowe postanowiły iść na ilość, nie na jakość - bo problemem jest fakt, że każdy może sobie taki związek zawodowy założyć. W takiej Kompanii Węglowej działa blisko 160 organizacji związkowych!
Jak się okazuje utrzymanie związków zawodowych, kosztuje spółkę co najmniej kilkanaście milionów wciągu roku. Jeżeli dodamy do siebie wydatki na, przywileje, deputaty czy związki zawodowe - to w ciągu roku uzyskamy naprawdę sporą kwotę, a mówimy tutaj o co najmniej kilkudziesięciu milionach. Szukamy rozwiązań problemów nie tam gdzie trzeba - oczywiście pomoc ze strony rządu jest potrzebna, prędzej czy później tak będzie potrzebna, bo trzeba dostosować polskie górnictwo do realiów światowego rynku. Tylko pytanie jest jedno - czy znajdzie się ktoś na tyle odważny, aby uciąć te wszystkie zbędne wydatki? Potrzeba nam gospodarza, który twardą ręką wyda odpowiednie decyzję, nie przejmując się krytyką.
