Quo vadis Kompanio?

nettg.pl
Od prawie roku polskie górnictwo węgla kamiennego boryka się z poważnymi problemami. Cały sektor naszego górnictwa zdążył już odczuć to na własnej skórze. Jako pierwsza odczuła to największa spółka górnicza w europie - Kompania Węglowa. Przez długi okres czasu, ówczesny zarząd nie reagował na zmieniający się rynek węgla i nie próbował dostosować się do niego - przez co spółka wpadła w poważne tarapaty i stanęła na skraju bankructwa. Upadłość tak wielkiego giganta jakim jest Kompania, miałby katastrofalne skutki dla blisko 50 tysięcy zatrudnionych pracowników, całego województwa, a także polskiej gospodarki.

Opinie na temat tego, czy byłoby lepiej czy gorzej w przypadku pozbycia się górników, dla polskiej gospodarki są różne i tak jak większość twierdzi, że dopłacają do górnictwa z własnej kieszeni - tak z drugiej strony można by powiedzieć, że rząd czerpie ogromne zyski z polskiego węgla. Ale zostawmy już sprawę związane z budżetem i nastrojami społeczeństwa. Wróćmy do wspomnianej Kompani Węglowej i jej poważnych problemów.

Początek kryzysu



Gdy tylko okazało się, jak bardzo tragiczna jest sytuacja spółki, ówczesny prezes postanowił odejść, nim rozpęta się piekło. Przez krótki czas spółką zarządzał zarząd, który ogłosił konkurs na stanowisko prezesa i wiceprezesów. Wtedy też przedstawiono pierwszy roboczy plan naprawczy, który za zgodą związków zawodowych wszedł w życie. Przypomnę tylko, że zostały wtedy zawieszone na trzy lata czternaste pensję oraz deputat węglowy dla całej administracji, wszystkim pracownikom zabrano dodatki socjalne i dopłaty do zwolnień lekarskich, podpisano gwarancję zatrudnienia dla pracowników administracji na trzy lata, tj. do 2017 roku, a dla górników do 2020 roku.

Górnicy wciąż nie mieli pewności co dalej z nimi będzie i dlatego za namową związków zawodowych zdecydowano zorganizować manifestację pokojową w Katowicach, a same związki ogłosiły pogotowie strajkowe. Z pewnością dla spółki w tamtym momencie strajk oznaczałby gwóźdź do trumny, dlatego też nawiązano dialog z przedstawicielami społecznymi, związkami zawodowymi - w który włączył się także polski rząd, za sprawą interwencji polskiego premiera - Donalda Tuska. Po wyborze nowego zarządu oraz prezesa Kompanii Węglowej, którym został Mirosław Taras - przyśpieszono pracę nad programem naprawczym nie tylko tej spółki ale całego sektora górnictwa kamiennego w Polsce.

Interwencja rządu



Rząd powołał międzyresortowy zespół, który miał opracować plan naprawczy, a każda ze spółek dotknięta kryzysem miała opracować wewnętrzny plan restrukturyzacji. Wtedy zaczął się najgorętszy okres w polskim górnictwie. W między czasie Kompania zdążyła sprzedać swoją najlepszą kopalnię Knurów-Szczygłowice, którą za około 1,5 mld zł kupiła Jastrzębska Spółka Węglowa. Czy to była dobra decyzja? Zdaniem specjalistów było dobra ale tylko dla Jastrzębskiej spółki, która zyskała dochodową kopalnię, zaś Kompania dostała przysłowiowy zastrzyk gotówki, który umożliwił jej dalsze funkcjonowanie.

Dzisiaj wiemy, że to wszystko okazało się za mało dla Kompanii Węglowej, której być albo nie być zależało od decyzji zagranicznych instytucji finansowych, które udzieliły potrzebnego wsparcia finansowego zadłużonej spółce, a ta dzięki porozumieniu się z między innymi bankami - mogła w końcu zacząć sprzedawać węgiel ze zwałów, który był zastawem finansowym. Spotkania ze związkami, stroną społeczną, zespołem powołanym przez rząd oraz samym premierem, trwały w najlepsze i nie wnosiły do sytuacji nic nowego - oczywiście ciągle rozmawiano i debatowano nad różnymi sprawami i pomysłami - jednak nie zapadały żadne konkretne decyzję, a przecież czas uciekał na naszą niekorzyść.

Konsolidacja czy sprzedaż?



Pomysłów na ratowanie spółek i samego górnictwa było kilka, sama Kompania miała przewidzianych pięć różnych scenariuszy - które zakładają także likwidację nie rentownych kopalń czy sprzedaż kilku z nich Węglokoksowi - największemu dostawcy polskiego węgla na rynku. Wcześniej jednak debatowano nad konsolidacją polskich spółek, czyli przekształcenie Kompanii Węglowej, Katowickiego Holdingu Węglowego oraz Węglokoksu w jedną spółkę - czyli powstałby jeszcze większy kolos na glinianych nogach niż sama Kompania obecnie.

Dopiero głębsza analiza prezesów spółek na temat konsolidacji otworzyła im oczy, gdyż równie szybko co zaproponowano ten pomysł, zaczęto się z niego wycofywać. Teraz wersja programu naprawczego dla Kompanii Węglowej zakłada sprzedaż czterech kopalń Węglokoksowi właśnie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie kilka faktów:

Po pierwsze: pierwsza wersja kopalń wyznaczonych do sprzedaży dotyczyła kopalń: Jankowice, Rydułtowy-Anna, Pokój i Piekary. Jednak dwie z nich zostały szybko zastąpione innymi: zamiast Pokoju oraz Rydułtowy-Anna, na liście znalazły się Bobrek oraz Chwałowice.
Po drugie: Węglokoks jako największy dostawca węgla w naszym kraju, po nabyciu czterech kopalń stałby się samo wystarczalny i z łatwością mógłby przejąć kontrolę nad rynkiem polskiego węgla.
Po trzecie: mówi się nie oficjalnie, że wartość tych czterech kopalń, to równowartość zobowiązań Kompanii wobec Węglokoksu, więc wielce prawdopodobne, że sprzedaż mogłaby odbyć się bezgotówkowo.

Wszystko na jedną kartę



Warto dodać także, że prezes Tauronu podczas trwania Forum Ekonomicznego, ponownie zadeklarował chęć kupna od Kompanii kopalni Bolesław Śmiały. Pomysł ten nie jest wcale nowy, już wcześniej padła taka propozycja, jednak wówczas zarząd KW nie zgodził się z wyceną, jaką zaproponował Tauron. Nie mniej jednak, prezes KW Mirosław Taras oznajmił ostatnio, że bez tego programu naprawczego, cała spółka upadnie. Zaznaczając jednocześnie, że zarząd postawił wszystko na jedną kartę - albo ten program wejdzie w życie, albo spółka będzie musiała ogłosić upadłość. Warto dodać, że ów program ma pomóc Kompanii stanąć na nogi na najbliższe dwa lata, potem zakłada się wzrost cen węgla na rynku światowym, co pozwoli uzyskać płynność finansową i dopiero wtedy będzie można stwierdzić, czy spółka zapewniła sobie stabilność czy nie.

Tak więc obecne negocjacje znajdują się w impasie. Zarząd rzucił wszystko na jedną kartę, a związki zawodowe stają murem i nie chcą pozwolić na wprowadzenie tak dramatycznego programu, jednocześnie proponując konsolidację spółek. Głos w tej sprawie zabrał także Janusz Steinhoff, były były wicepremier i minister gospodarki, który twierdzi, że czas najwyższy przejrzeć na oczy i podjąć trudne ale konieczne decyzję. Chodzi oczywiście o zamknięcie nierentownych kopalń, a co za tym idzie o zwolnieniu kilku / kilkunastu tysięcy pracowników.

Co dalej?



Kolejne spotkanie związków zawodowych oraz zarządu Kompanii ma odbyć się 9 września. Obecny plan naprawczy Kompanii przewiduje m.in. racjonalizację zatrudnienia i urealnienia kosztów wynagrodzeń, stosownie do sytuacji rynkowej i możliwości ekonomiczno-finansowych spółki, zwiększenie przychodów ze sprzedaży poprzez poprawę jakości i średnich cen węgla, zmiany w strukturze organizacyjnej spółki i jej grupie kapitałowej oraz pozyskanie niezbędnych środków na dofinansowanie działalności spółki. Prezes Kompanii zaznacza, że program przewiduje maksymalną ochronę miejsc pracy, a co za tym idzie cała spółka musi zacisnąć pasa.

Pytanie brzmi czy uda się przełamać impas? Jeżeli tak to jakimi kosztami?
Trwa ładowanie komentarzy...