Jak to jest z tą kopalnią Kazimierz-Juliusz?

(Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta)
(Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta) gazeta.pl
Tak jak to zwykło się mawiać, że każdy medal ma dwie strony, tak też jest w przypadku kopalni Kazimierz-Juliusz, a raczej sytuacji którą żyła cała polska w ostatnich dniach. Sytuacji która z dnia na dzień obróciła się o 180 stopni i do końca nie wiadomo dlaczego z dnia na dzień zmieniono decyzję. Chociaż ze społecznego punktu widzenia, wszystko wydaje się być w porządku.

W końcu dla zwykłego Kowalskiego sprawa jest prosta. Kopalnia generuje straty, zarząd nie ma pomysłu jak wyjść z tej sytuacji, więc stwierdza, że trzeba ją zamknąć. Górnicy na to się nie godzą, a oprócz tego nie dostają pełnych wynagrodzeń - więc zaczynają strajk, zjeżdżają na dół i tam protestują. O tym proteście mówi cała Polska, we wszystkich wydarzeniach jest mowa o kopalni i górniczym proteście, wspieranym przez związki zawodowe. Sprawą siłą rzeczy musiała/chciała (odpowiednie skreślić) zająć się nowa premier Ewa Kopacz, która przed swoim exposé musi zapewnić sobie spokój. Dalej jak było wszyscy już wiemy - zostaje zwołana Rada Nadzorcza spółki Katowickiego Holdingu Węglowego, na która przyjeżdżają przedstawiciele rządu oraz związki zawodowe i zaczyna się debata.

Po kilkunastu godzinach udaję się dojść do kompromisu między wszystkimi stronami i zapadają decyzję. Wtedy też dowiadujemy się, że wszystko zmienia się o 180 stopni i nagle kopalni nie trzeba zamykać, a górnicy dostają swoje zaległe pensję. Kosztowało to głowę prezesa KHW oraz jego wiceprezesa, którzy żegnają się ze swoimi stanowiskami. To można powiedzieć taka wisienką na torcie dla protestujących górników i wspierających ich związkowców. Najważniejsze, że protest zostaję przerwany, a nowe władzę kopalni decydują o fedrowaniu do samego końca. Czyli mówiąc krócej mamy taki happy end.

Tylko zaraz po ogłoszeniu tych rewelacji, pojawiają się trudne pytania. Ponoć zwyciężyła racjonalna ekonomia i społeczna wrażliwość. Co do tego drugiego nie mam wątpliwości, ale dlaczego teraz decyzją została podjęta przy pomocy racjonalnej ekonomii? Czyżby wcześniej kierowaną tą kopalnią nie racjonalną ekonomią? Kolejne doniesienia mówią, o tym, że w kopalni jakiś czas temu odeszli ze systemu ścianowego i przeszli na wydobywanie węgla metodą tylko przodkową. I w ten sposób kopalnia miała fedrować przez kilkanaście miesięcy, aż do wyczerpania złóż (déjà vu?). Nagle zapada decyzja o wygaszeniu kopalni i zaprzestaniu fedrowania - co było przyczyną całego zamieszania.

Pytań jest wiele, a odpowiedzi dalej brak. Kto i kiedy podejmował te wszystkie decyzję? Dlaczego tak często zmieniano zdanie o opłacalności fedrowania w tej kopalni? Czy teraz górnicy będą fedrować mimo wszystko, bez względu na koszty - bo zainterweniowała pani Premier?

Dla mnie najważniejsze pytanie brzmi: Czy w ślady kopalni Kazimierz-Juliusz pójdą inne kopalnie? W końcu cała Kompania Węglowa ma poważne problemy i głośno mówi się o możliwym alokowaniu pracowników na inne kopalnie, a z zakładów dwuruchowych chcę się robić jedno ruchowe (w końcu to nie to samo co zamykanie kopalni). Wydaję mi się, że rząd zapalił zielone światło dla górników i związków zawodowych, które po niewątpliwym sukcesie w kopalni Kazimierz-Juliusz, jeszcze z większą determinacją niż dotychczas mogą walczyć o swoje.

Warto dodać, że już w środę ulicami Warszawy przejdzie górnicza manifestacją licząca około 2 tysięcy górników i związkowców. To tylko delegaci, a nie wszyscy zainteresowani - liczba ta mogłaby wzrosnąć wtedy kilkukrotnie. Jestem naprawdę bardzo ciekawy samego wystąpienia pani Premier podczas expose i czy wspomni coś o rozwiązaniu problemów polskiego górnictwa, z którymi zostawił ją Donald Tusk.
Trwa ładowanie komentarzy...