Po kilkunastu godzinach udaję się dojść do kompromisu między wszystkimi stronami i zapadają decyzję. Wtedy też dowiadujemy się, że wszystko zmienia się o 180 stopni i nagle kopalni nie trzeba zamykać, a górnicy dostają swoje zaległe pensję. Kosztowało to głowę prezesa KHW oraz jego wiceprezesa, którzy żegnają się ze swoimi stanowiskami. To można powiedzieć taka wisienką na torcie dla protestujących górników i wspierających ich związkowców. Najważniejsze, że protest zostaję przerwany, a nowe władzę kopalni decydują o fedrowaniu do samego końca. Czyli mówiąc krócej mamy taki happy end.
Tylko zaraz po ogłoszeniu tych rewelacji, pojawiają się trudne pytania. Ponoć zwyciężyła racjonalna ekonomia i społeczna wrażliwość. Co do tego drugiego nie mam wątpliwości, ale dlaczego teraz decyzją została podjęta przy pomocy racjonalnej ekonomii? Czyżby wcześniej kierowaną tą kopalnią nie racjonalną ekonomią? Kolejne doniesienia mówią, o tym, że w kopalni jakiś czas temu odeszli ze systemu ścianowego i przeszli na wydobywanie węgla metodą tylko przodkową. I w ten sposób kopalnia miała fedrować przez kilkanaście miesięcy, aż do wyczerpania złóż (déjà vu?). Nagle zapada decyzja o wygaszeniu kopalni i zaprzestaniu fedrowania - co było przyczyną całego zamieszania.
Pytań jest wiele, a odpowiedzi dalej brak. Kto i kiedy podejmował te wszystkie decyzję? Dlaczego tak często zmieniano zdanie o opłacalności fedrowania w tej kopalni? Czy teraz górnicy będą fedrować mimo wszystko, bez względu na koszty - bo zainterweniowała pani Premier?
Dla mnie najważniejsze pytanie brzmi: Czy w ślady kopalni Kazimierz-Juliusz pójdą inne kopalnie? W końcu cała Kompania Węglowa ma poważne problemy i głośno mówi się o możliwym alokowaniu pracowników na inne kopalnie, a z zakładów dwuruchowych chcę się robić jedno ruchowe (w końcu to nie to samo co zamykanie kopalni). Wydaję mi się, że rząd zapalił zielone światło dla górników i związków zawodowych, które po niewątpliwym sukcesie w kopalni Kazimierz-Juliusz, jeszcze z większą determinacją niż dotychczas mogą walczyć o swoje.
Warto dodać, że już w środę ulicami Warszawy przejdzie górnicza manifestacją licząca około 2 tysięcy górników i związkowców. To tylko delegaci, a nie wszyscy zainteresowani - liczba ta mogłaby wzrosnąć wtedy kilkukrotnie. Jestem naprawdę bardzo ciekawy samego wystąpienia pani Premier podczas expose i czy wspomni coś o rozwiązaniu problemów polskiego górnictwa, z którymi zostawił ją Donald Tusk.
