Kryzys w górnictwie

Kosela Patryk
Mógłbym zacząć ten wpis od słów: a nie mówiłem? Od samego początku, gdy na światło dzienne wyszły informację o tym, w jak fatalnym stanie znajduje się Kompania Węglowa, a ówczesna pani prezes rezygnuje z funkcji - pisałem, że pora zacząć działać. Wtedy jeszcze było kilka alternatyw dla samej Kompanii oraz polskiego górnictwa węgla kamiennego. To, co dzieje się teraz, to efekt zaniedbań nie tylko przez ostatnie miesiące, ale lata.

Najłatwiej będzie mi to Wam wyjaśnić na przykładzie mojej kopalni, która ma zostać "wygaszona" - Sośnica-Makoszowy. Kopalnia ta powstała z połączenia dwóch kopalń (Sośnicy w Gliwicach oraz Makoszowy w Zabrzu) w 2005 roku, miało to pomóc obydwóm zakładom zmniejszyć straty oraz ustabilizować się finansowo. Dziś już wiemy, że przez te wszystkie lata (12 lat!) kopalnia ta z roku na rok przynosiła straty (bodajże tylko w jednym roku udało się wyjść na tak zwany plus), a przez ostatnie lata te straty urosły do niewyobrażalnych rozmiarów.

Od lat 'olewano' górnictwo
Pierwsze pytanie, jakie się nasuwa, to dlaczego przez te wszystkie lata nikt nie starał się restrukturyzować tej kopalni? Skoro wiedziano przez lata o jej wynikach finansowych i nic z tym nie robiono. Sam minister Kowalczyk przyznał się w jednym z wywiadów, że te cztery kopalnie, które mają trafić do SRK (Spółka Restrukturyzacji Kopalń) nie przynoszą strat od roku, ale od lat. To jest najważniejsze pytanie, jakie nurtuje mnie w tej sprawie - skoro wiedziano o tym od lat, dlaczego od lat z tym nic nie robiono?

Opozycja teraz punktuje rząd za zaniedbanie całego polskiego górnictwa. Tylko że należy pamiętać o tym, iż polskie górnictwo powinno być restrukturyzowane już kilkanaście lat temu. Każda partia rządząca od lat bała się robić cokolwiek w kwestii polskiego górnictwa, przecież jeżeli zgodziliby się na dofinansowanie z budżetu państwa (co mogłoby się udać jeszcze lata temu), to społeczeństwo, delikatnie mówiąc, mogłoby się oburzyć i to dosyć poważnie skutkowało by straceniem poparcia. Tak samo jeżeli chodzi o restrukturyzację górnictwa - zakładając między innymi wygaszanie czy sprzedaż kopalń, wiadomo, że nie spotkało by się to z zadowoleniem górników, związkowców czy mieszkańców Śląska (nie wszystkim, część jest za likwidacją górnictwa). To właśnie w taki sposób od lat pozostawiano górnictwo węgla kamiennego na pastwę losu, przez co teraz prawie żadna polska kopalnia nie jest w stanie być konkurencyjna na rynku międzynarodowym.

Skończył się już czas
Prawdopodobnie nikt nie chciał nawet słuchać prognoz dotyczących cen węgla na świecie. Chociaż to są tylko spekulacje. Wiemy na pewno, że dziś jest już za późno na jakiekolwiek rozmowy, rząd wiedząc, że Kompania Węglowa lada dzień będzie musiała ogłosić upadłość, napisał program restrukturyzacji, który w ekspresowym tempie został przegłosowany w sejmie i miał wejść w życie.

W tym momencie (co wcale mnie nie dziwi) do akcji wkroczyły związki zawodowe oraz górnicy. Jak wiem, strona społeczna nie została poinformowana o tym jak ten plan ma wyglądać oraz czego dotyczyć, a o wszystkim dowiedziała się z wystąpienia pani premier podczas podsumowana swoich stu dni rządu. Rząd twierdzi, że do rozmów z stroną społeczną doszło kilkukrotnie - i faktycznie tak było, tylko, że wtedy jeszcze dyskutowano nad innym programem restrukturyzacji. Ten, który został przedstawiony przez Premier Ewę Kopacz, został napisany przez ministra Kowalczyka. Sam minister tłumaczył się wczoraj na konferencji, że nie było już czasu na rozmowy dotyczące tego, jak ma ta cała restrukturyzacja wyglądać - stąd też taka, a nie inna reakcja górników i związkowców.

Jaki jest ten plan?
Spekulowano na temat tego planu już tak wiele razy, że sam nie wiem, ile już wersji słyszałem. Najlepiej wyjaśniła to dziennikarka oraz ekspertka górnicza Karolina Baca-Pogorzelska na swoim blogu gornictow2-0.pl:

"7 stycznia rząd przyjął plan naprawczy dla Kompanii Węglowej zakładający m.in. przeniesienie czterech kopalń do Spółki Restrukturyzacji Kopalń (spółka ta je zazwyczaj likwiduje, a przez to może korzystać z dotacji budżetowych jako dozwolonej przez UE pomocy publicznej na zamykanie kopalń). No i się zaczęło. Górnicy protestują pod ziemią i na powierzchni, związkowcy nie chcą rozmawiać ze stroną rządową (w niedzielę o 14 rozmowy mają być wznowione), a chaos informacyjny tylko się pogłębia.

Nie dziwi mnie to, że górnicy są wkurzeni, bo jakbym się dowiedziała z telewizji, że właśnie zaraz tracę pracę, to przyjemnie by nie było. Z drugiej strony za chwilę Kompania Węglowa wykona game over i ogłosi upadłość, ponieważ przez ostatnie lata w myśl zasady „jakoś to będzie” właściciel nie pochylił się jakoś nad jej coraz większymi problemami. I przydałoby się tutaj rozliczenie zarządów i rad nadzorczych od 2003 r., czyli od momentu, gdy Kompania powstała. Tyle tylko, że teraz pilniejszą sprawą jest próba uniknięcia jej upadłości jak rozumiem.

Z 14 kopalń Kompanii większość generuje obecnie straty (średnio ponad 40 zł na każdej tonie wydobywanego węgla). Jednak zdecydowano o likwidacji czterech (do SRK przechodzą Bobrek-Centrum, Sośnica-Makoszowy, Pokój i Brzeszcze, inne najbardziej nierentowne będą działać – Piekary przejmie Węglokoks, Halemba-Wirek i Bielszowice dostają swoją szansę w Nowej KW). Te cztery kopalnie przekazywane do SRK generują obecnie 80% strat Kompanii (strata gotówkowa spółki za 2014 r. to 2,5 mld zł). Zatrudniają łącznie na dole oraz na powierzchni ok. 10,5 tys. ludzi. I nie jest tak, że 10,5 tys. ludzi straci pracę, bo 6 tys. górników dołowych w tym i przyszłym roku przejdzie do 9 kopalń Kompanii, które będą dalej działać. Dlaczego mogą przejść, skoro w tych 9 kopalniach nie będzie zwolnień? Dlatego, że w Nowej Kompanii Węglowej ma obowiązywać 6-dniowy tydzień pracy kopalni, ale wciąż 5-dniowy górników. Będzie więc więcej zmian, czyli potrzeba będzie więcej ludzi.

Zostaje nam ok. 4,5 tys. pracowników. Co się stanie z nimi?
Ok. 2,1 tys. osób zatrudnionych na dole, którym zostały cztery i mniej lat do emerytury, może skorzystać ze specjalnych urlopów górniczych, na których będą dostawać 75% dotychczasowego wynagrodzenia...

Kolejna grupa, ok. 1,5 tys. osób to ci pracujący na dole, którzy nie kwalifikują się do górniczego urlopu (ok. 400 osób) plus pracownicy zakładów przeróbczych (ok. 1,1 tys.). Dołowi mogą dostać odprawy w wysokości 24-miesięcznego wynagrodzenia, przeróbka – 10-krotność. Jak zapewnia rządowy pełnomocnik ds. górnictwa, Wojciech Kowalczyk, wiele z tych osób otrzyma jednocześnie oferty stałej pracy ze Spółki Restrukturyzacji Kopalń, która przejmując kolejne kopalnie będzie potrzebowała dodatkowych ludzi. Oferty pracy w SRK mają też otrzymać pozostali pracownicy powierzchni, dla których odprawy wyniosą 3,6-krotność ich wynagrodzenia...
"

Warto dodać, że rząd planuje jeszcze zmiana w statucie samej SRK tak aby ta oprócz zamykania/wygaszania kopalń, mogła je także potem sprzedawać. Jedynym warunkiem wtedy, byłby zwrot dofinansowania z Unii Europejskiej, gdyż jak powszechnie wiadomo, do 2018 roku, UE jest w stanie Polsce pomóc w zamykaniu kopalń.

Protest się zaostrza
We wszystkich czterech kopalniach, przeznaczonych do zamknięcia protesty trwają od samego początku, ale z dnia na dzień dołącza się coraz więcej górników. Dzisiejszego dnia możemy już przeczytać o tym, że do protestujących górników dołączają się kolejni z kopalń, które nie mają być zamykane.

Najbardziej dramatycznie jest w Brzeszczach, gdzie kopalnia to jedyny duży zakład, który napędza cała gminę. Tam do górników dołączyli już mieszkańcy, którzy obawiają się, że wraz z zamknięciem kopalni, bezrobocie spowoduje 'wymarcie' tamtejszej gminy. Wcale się im nie dziwię, skoro publicznie już dzisiaj zostało przyznane, że kopalnia ta w roku 2018 jest w stanie wyjść na prostą - przeszkodą jest brak czasu i pieniędzy ze strony Kompanii Węglowej.

W Bytomiu mają zostać zamknięte obie kopalnie (w sumie to jedna kopalnia, dwa ruchy). Należy pamiętać, że to miasto już ma duże problemy z powodu bardzo wysokiego bezrobocia. Zamknięcie kopalni tylko ten problem powiększy. Nie wiele lepiej jest w samym Zabrzu, które nie ma praktycznie żadnej alternatywy dla zwolnionej załogi.

Zostają jeszcze Gliwice i ruch Sośnica, który razem z Zabrzańską częścią zatrudnia około 5 tysięcy ludzi. Gliwice mają jeszcze swoją strefę ekonomiczną, tylko, że to nie daje żadnej gwarancji dla tych ludzi, którzy mają trafić na bruk.

Co dalej?
Na to pytanie chyba na chwilę obecną nie zna nikt odpowiedzi. Bardzo dużo ostatnio się dzieje, dlatego korzystając z okazji zachęcam do śledzenia mnie (ale nie tylko) na twitterze: @mlodygornik. To tam najszybciej komentuje na bieżąco całą sprawę. Warto również przeczytać posty z #StrajknaŚląsku. Na sam koniec pozwolę sobie przytoczyć pewne bardzo trafne stwierdzenie: Węgiel jest czarny i brudzi.

Szczęść Boże!
Trwa ładowanie komentarzy...